Praca na etacie VS własna działalność

Dziś garść prywatnych przemyśleń na temat pracy na etacie i własnego biznesu, bo odkąd zaczęłam głośno mówić wśród znajomych o tym, że rozwijam swoją pozaetatową działalność mogę podzielić ludzi z którymi się spotykam na kilka kategorii.

  1. No, taki to pożyje

czyli dla mnie klasyka myślenia człowieka, który od pokoleń myśli o pieniądzach w kategorii od 1. do 1. każdego miesiąca. Komentarze takie słyszę dość często od znajomych z etatowej pracy, z którymi spotykam się tylko w pracy. Często przeplatane są naprzemiennie komentarzem „co Ty będziesz robić z tymi pieniędzmi?!”. Taki tok myślenia skutkuje wg mnie brakiem refleksji nad mocnymi i słabymi stronami. Skłania do pozostania w pracy, którą delikwent otrzymał po pierwszej aplikacji i trzyma w złudnym poczuciu komfortu do emerytury.

Wniosek: nie dla mnie

  1. Tobie to się chyba nudzi w życiu

czyli kolejny komentarz z pogranicza ironii, sarkazmu i politowania nad moim losem połączony z zawoalowaną mową nienawiści. Podszyty pozorną troską o mój czas komentarz, który nic nie wnosi, ale w gorszym momencie idealnie podcina skrzydła i kieruje myśli w stronę etatowego konformizmu.

Wniosek: idealny, żeby ukręcić łeb staraniom młodego przedsiębiorcy w gorszy dzień

  1. Przecież to strata pieniędzy

Komentarze pod tytułem „okradania przez państwo” i tym podobne przemyślenia na temat ZUS pozostawię bez mojego odzewu. W takim żyjemy systemie i nie będę się rozwodzić nad jego plusami i minusami. Faktem jest, że własny biznes na początku - przynajmniej mnie - przynosi więcej straty niż zysku. Wiem, że dzięki temu, że jestem uparta jest duże prawdopodobieństwo, że osiągnę swój cel. Nie wiem jeszcze, w którym aspekcie działań mojej firmy, dlatego działam na razie w jej 4 obszarach (i na wszystkich skupiam się równie mocno).

wniosek: kto nie ryzykuje, ten nie wie

  1. Przecież masz pracę/głodna nie chodzisz

Jeśli głód miałby być wyznacznikiem sukcesu zawodowego, to mogę stwierdzić, że od czasu zakończenia studiów jestem permanentnie głodna. Głodna sukcesu, osiągania kolejnych szczebli swojego wymarzonego miejsca. A im więcej osiągam, tym bardziej głodna się staję. Taki charakter.

wniosek: każdy z nas ma inne podejście, warto dać każdemu kroczyć swoją drogą

  1. Dasz radę!

To komentarz, który słyszę od najbliższych i prawdziwych przyjaciół. Nie brakuje im obiektywizmu w ocenie moich działań (co przy moim charakterze nie zawsze mi pasuje), ale w momentach kluczowych mogę liczyć na wsparcie. Zawsze mam przy sobie na sesji dodatkową pare oczu i rąk, które poprawią to, czego ja nie widzę, dadzą herbatę (robienie sesji w minusowych temperaturach to coś w rodzaju mojej wizytówki). Zawsze mam za sobą najbliższych, którzy mnie popchną o krok dalej kiedy zaczynam się nad sobą użalać. A od czasu, kiedy zaczęłam nagrywanie stories dostaje coraz więcej pozytywnych wiadomości z przemyśleniami moich odbiorców. To pokazuje mi, że warto!

Wniosek: jeśli czujesz swoją drogę to nią idź! Bez względu na to, co mówią inni!

Czy ten tekst pomoże Ci rozwiązać dylemat: etat VS własna działalność? Nie wiem, ja mam ten komfort, że mogę robić obie te rzeczy i to daje mi szanse na rozwój przy minimalnym uszczerbku emocjonalnym związanym z finansami. Pochłania to więcej mojego czasu, ale tę cenę jestem w stanie zapłacić za przyszłe efekty i wizję pracy w swoim idealnym miejscu!

26 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie