Na lato czy na lata?



Kiedy przypomnę sobie czasy mojego dzieciństwa, wiele rzeczy - w tym odzieży - miałam "w spadku". Te sportowe po bracie, te eleganckie po starszych dzieciach w rodzinie lub po mamie i cioci. Pamiętam piękne sukienki z lnu i bawełny, wełniane swetry i ciepłe kożuszki. Wełniany sweterek w serduszka przeszedł w rodzinie do historii przez częstotliwość noszenia w każdym pokoleniu. Ubrania i zabawki leżały u dziadków na strychu spakowane w stare kufry i walizki czekając na nowego właściciela. Nosiłam je z dumą i niekrytą satysfakcją, że mogę nosić coś co należało do moich idolek.




W mojej rodzinie wiele przedmiotów wykorzystywanych było powtórnie. Tak, jakbyśmy recykling i poszanowanie środowiska mieli w genach. Kiedyś wydawało mi się to oczywiste, że kiedy rzecz się zepsuje to należy ją naprawić. Cerowane zabawki, zaklejane łatkami dziurki w piłkach czy materacach. Dziadziu naprawiał parasole nie tylko nam, ale wszystkim znajomym. Kleił podeszwy w butach i potrafił uzupełnić skórzane elementy w ulubionych torebkach. Taki człowiek, który znał rozwiązanie na każdy techniczny problem mojego życia.

Babcia cerowała i łatała tak, że nie było widać różnicy między starym i nowym. Przechowywała przyprawy w słoiczkach, co pięknie wyglądało i chroniło przyprawy przed wietrzeniem. Stosowała naturalne kosmetyki tak, byśmy mieli jak najmniej kontaktu z niepotrzebną chemią. Do dziś pamiętam jak na moje dziecięce cienkie włosy wbijały z mamą kolejne żółtka, żeby wzmocnić moje włosy.


Na późniejszym etapie mojego życia, kiedy sklepy z tanimi rozwiązaniami wyrastały jeden obok drugiego, poczucie, że stare można naprawić zaczęło się we mnie zatracać. Trend konsumpcyjny toczył walkę z konserwatywnym podejściem wyniesionym z domu. Zaczęłam kupować w sieciówkach, które pojawiły się na polskim rynku. Na szczęście w niewielkich ilościach, ponieważ od zawsze zaopatrywałam się również w second handach. Niemniej zakupy w sieciówkach po kilku latach zaczęły mi doskwierać. Słabsza jakość produktów, nieprecyzyjne wykonanie, nieetyczne tworzenie kolekcji - te wszystkie elementy miały wpływ na mój spadek zaufania do kolejnych marek. Tęskniłam w duchu za podejściem do klienta jak do przyjaciela, dla którego chcemy jak najlepiej. Zawsze miałam sentyment do rzeczy wysokiej jakości. I nie chodzi mi o kupowanie znanych marek, a o prawdziwą wysoką jakość. O rzeczy, które będą właśnie na lata, a nie na jeden sezon. I te elementy pozwoliły mi wrócić na właściwe dla mnie tory zakupów.

Po kilku latach sprzątania i dylematów opróżniłam moją szafę tak, bym mogła zmieścić się w mniejszej przestrzeni. Wybieram fasony, które są ponadczasowe i dzięki którym mogę tworzyć wiele stylizacji. A co najważniejsze - są to rzeczy, które przetrwają dłużej dzięki wysokiej jakości i solidnemu wykonaniu.


Czy ulegam czasami pokusom kupienia czegoś kompulsywnie? Nie, ponieważ stworzyłam sobie listę pytań, na które odpowiadam zanim zrobię zakupy. One pomagają mi rozeznać, czy to moja chwilowa zachcianka czy potrzeba.

Chciecie wiedzieć, jak to robię? Do zobaczenia w kolejnym tekście!



16 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie